
Adres: (kliknij na mapkę) 80-837 Gdańsk, ul. Straganiarska 20/23, tel./fax (+48 58) 301 7882, e-mail: tawernamestwin@interia.pl, www.TawernaMestwin.pl

|
Parę słów o Mestwinie
Kaszubska Tawerna Mestwin jest miejscem niezwykłym i ręczę za to, że w Gdańsku, a nawet w całym Trójmieście nie znajdzie się podobnej restauracji. Dlaczego? - człowiek, który po przeczytaniu powyższego stwierdzenia nie zadałby sobie (lub mi) tego pytania, krótko mówiąc, uznany by został przeze mnie za osobę niezbyt inteligentną. Jednakże zakładam, że Ty Czytelniku jesteś człowiekiem rozgarniętym i zadałeś sobie to pytanie, śpieszę więc wyjaśnić Ci, dlaczego uważam Mestwina za miejsce niezwykłe.
Rozsiądź się wygodnie, zaczynam opowieść (prawdziwą !).
Gdańsk. Starówka. Idziemy ul. Straganiarską, załóżmy że w stronę Motławy. Po prawej stronie widzimy jakiś szyld. Zbliżamy się, rozpoznajesz na ciemnoniebieskim tle czarnego jeźdźca - to właśnie Mestwin, ostatni książę Pomorza Gdańskiego, człowiek, który znany jest przede wszystkim z tego, że Przemysłowi II, późniejszemu królowi polskiemu, zapisał (w 1282 roku) w testamencie swoje księstwo. W 1294 roku Mestwin zmarł i Przemysł, rządzący do tej pory tylko Wielkopolską, stał się też władcą Pomorza Gdańskiego, co uczyniło go najsilniejszym księciem polski. Rok później koronował się na króla. Niestety, nie rządził długo. Zamordowano go w następnym roku, czyli w 1296. No, ale dość już o krwawych dziejach, czas ruszyć się spod szyldu i wejść do wnętrza restauracji.
Otwierasz drzwi, wielkie i dość ciężkie. Wchodzimy do pomieszczenia. Panuje tu półmrok. Tonacja drewna ciemnobrązowego daje wrażenie luksusu i spokoju, a cisza nastawia bardzo pozytywnie wędrowca, który cały dzień pałętał się po gwarnym mieście, zwiedzając starówkę i teraz głodny oraz spragniony szuka miejsca, gdzie mógłby usiąść, nasycić się i odpocząć. Pierwsze wrażenie jest bardzo ważne. Wkraczając do Mestwina od razu czuje się, że można tu odetchnąć. Spokój tej restauracji przenika bowiem do świadomości wszystkimi zmysłami i daje ukojenie.
Jesteśmy więc tuż za drzwiami. Na prawo są schody, niewysokie, prowadzące w górę, na lewo zaś drzwi. Te, mogę już zdradzić, prowadzą do toalety. Nie chcemy jednak iść do WC, więc kierujemy się na prawo. Z góry dobiega nas cicha, spokojna muzyka. Na prawej ścianie wiszą obrazy i informacja: Galeria Kazimiery Zajączkowskiej. Kazimiera Zajączkowska jest właścicielką Mestwina - tą informacją powinienem się z Tobą, Czytelniku, już dawno podzielić. No, ale lepiej późno niż wcale. Wystawa zmienia się co dwa miesiące - warto to wiedzieć. Zdradzę jeszcze to, że często odbywają się w Mestwinie jakieś wernisaże, kameralne koncerty, i tym podobne rozrywki kulturalne. Można też trafić na występy grup folkowych i to nie tylko z Kaszub, ale także spoza kraju.
Wkraczamy do sali. Pierwsze wrażenie z wstąpienia do lokalu nie zwiodło nas. Spokojne światło z kutych żyrandolów, przewaga ciemnego, spokojnego brązu, meble ciężkie, także ciemne, pasujące do klimatu restauracji, na jasnych ścianach obrazy, tu i tam kaszubskie akcenty, u belkowanej, drewnianej powały wiszące pęki ziół, wszędzie porozstawiane jakieś bukiety, często ziołowe, rzeźby, gliniane garnki, owoce i warzywa - wszystko to sprawia wrażenie, jakbyśmy wkroczyli w dziwny świat, gdzie przeszłość łączy się z teraźniejszością, a spokój i uroki Kochanowskiej wsi spokojnej, wsi wesołej bratnio współegzystują ze specyficznym smaczkiem kultury miasta. W całym wystroju czuć czyjś bardzo dobry i delikatny zmysł, gust, który potrafi stwarzać niesamowitą atmosferę.
Siadamy przy stoliku. Zbliża się do nas ubrany w kaszubską koszulę kelner (albo kelnerka, nawet zresztą częściej kelnerka, no ale już zostawmy tego kelnera). Widziałeś już stroje tego regionu, ale takich koszul jeszcze nie. Bogato haftowana, prosta w kroju, rękawy rozszerzane u dołu, u szyi klin, by przeszła przez głowę. Zapytany, odpowiada z uśmiechem, że to nie jest folklorystyczna koszula, lecz wymysł ostatnich lat. Opowiada, że dość dużo ludzi, i to młodych, ma już podobne, i noszą je nie tylko na kaszubskie uroczystości, ale np. w ładny słoneczny dzień. Strój ludowy często kojarzy się tylko z cepeliami, ze skansenem, etc. A oni - młodzi nie chcą być postrzegani jako skansen, jako ludowość i "umpa", "umpa", czyli paru grajków rodem z zespołu folklorystycznego. Ich rodzima kultura to coś o wiele głębszego i bogatszego. I wciąż się tworzy, wciąż się rozwija, wkracza w nowe dziedziny, takie jak na przykład muzyka rockowa...
No, ale wróćmy do Mestwina. To jeszcze jest charakterystyczne dla niego, że można w nim usłyszeć kaszubską mowę. Restauracja jest bowiem miejscem chętnie odwiedzanym przez działaczy tej ziemi. Część personelu biegle mówi w swej rodzinnej mowie, tak więc nieraz słyszy się kaszubski dialog między zamawiającym, a kelnerem.
Jeszcze jedno jest godne uwagi. Widać, że bardzo dużo ludzi dobrze się zna. Siedzący właściwie czuje się wtedy jak w domu. Tej atmosferze sprzyjają relacje między obsługą. Także widać, że dobrze się znają i lubią, a i poznać można z urody, że niektórych z nich łączą więzy krwi.
No dobra, gadu, gadu, ale my jesteśmy głodni i spragnieni. Do picia oprócz standartowych trunków, od zimnego piwa i soków począwszy, skończywszy na winie i drinkach, można w Mestwinie dostać także własne wyroby, jak np. kompot, wodę miętową, czy napój zrobiony ze świeżych ogórków. Niestety, trunki takie jak mięta, czy ogórkowy, uzależnione są od pór roku. Dostanie się je tylko wtedy, gdy rosną sobie owe roślinki.
Podobnie zresztą jest z jedzeniem. Wiele potraw jest związanych z daną porą roku, np. zupę brukwiową, robioną oczywiście na gęsim mięsie można zjeść tylko w okresie jesienno - zimowym. Dlaczego zaznaczyłem tu to gęsie mięso? Ano temu, że ta zupa nabiera swego właściwego smaku tylko wówczas, gdy jest robiona właśnie na gęsinie. Wie o tym doskonale każdy Kaszub. Mówiąc o pierwszej potrawie już zdradziłem, że kucharkami są rodowite Kaszubki. Dlatego też na całe Trójmiasto tylko w Mestwinie można zjeść dania, czasami bardzo specyficzne, które pojawiają się od wielu, wielu lat w domach kaszubskich. Dla tych, którzy chcieliby zjeść coś z kaszubskiej kuchni polecam pulczi ze sledzama w zaléwie, czyli ziemniaki w mundurkach ze śledziem marynowanym w specjalnej zalewie, Bulwë z kwasnim mleka, czyli ziemniaki smażone z maślanką, a dla tych, którzy chcieliby tylko coś przekąsić polecam chleb ze smalcem, rzecz niezastąpioną przy piwku, a przy tym przez "załogę" Mestwina tak dobrze robioną, że, powiem szczerze, mój "smalczyk" jest mniej smaczny. Z zup radzę skosztować przede wszystkim ową brukwiową. Ją po prostu przedkładam nad wszystko. Oprócz niej szczególnie polecam kwasną zupa, czyli pokrótce można rzec: zupę z kiszonej kapusty (i radzę ją sobie zamówić w chlebie.) oraz brzadową zupa, czyli owocową (ta jednak jest tylko osiągalna w okresie letnio - jesiennym). Potraw kaszubskich jest naturalnie więcej, nie wszystkie tu wymieniłem. Są to tradycyjne, kaszubskie dania, lecz oczywiście inaczej podane. Każde drugie danie obiadowe obfituje w surówki i gustowne, bogate dekoracje. Duże talerze, większe od normalnych, zdobne we wzory kaszubskie, są po prostu pełne. Człowiek dziwi się, znając inne restauracje, gdzie raczej widząc to co ma na talerzu boi się, że nawet nie zaspokoi pierwszego głodu - iż tyle jedzenia jest na jego półmisku.
Jeżeli jednak ktoś chciałby zjeść "normalnego" schabowego, czy pieczoną rybę, to także śmiało może udać się do Mestwina. Za 16 złotych dostanie to, czego sobie życzy. Oczywiście na talerzu nie zabraknie ziemniaków, surówek. A jeśli ma ochotę na zupkę - rosołek (na kurzym mięsie oczywiście), czy barszczyk też będzie tam na niego czekał.
Dobrze, zamówiliśmy obiad, zjedliśmy go, popiliśmy sokiem, kompotem czy piwkiem. Mamy czas, nie chce nam się ruszać z tego miejsca spokojnego i przyjaznego, więc zamawiamy sobie jeszcze kawkę, a do kawki kawałek ciasta. Jesteśmy już najedzeni, ale czegoż to przecież nie robi się dla ciała. Pijemy "małą czarną" i kosztujemy kucha - jak mówią Kaszubi. Jest pyszny, świeżutki, często dopiero co wyciągnięty z piekarnika. Oczywiście kuch zrobiły panie z Mestwina.
Miło się siedzi, czas jednak iść dalej. Prosimy o rachunek. Wychodzimy i dobrze zapamiętujemy to miejsce. Ceny przystępne, jedzenie smaczne, podane elegancko, klimat restauracji przyjazny - wiemy już, gdzie wstąpić, gdy będziemy następnym razem w Gdańsku.
Podpisano: Częsty bywalec Mestwina, który choć w niewielkim stopniu chciał się przyczynić do rozsławienia ulubionej trójmiejskiej restauracji.
|